Składniki:
200 g makaronu lasagne (ze sklepu)
400 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego
2-4 ząbki czosnku
2 cebule
500 g dojrzałych, obranych ze skórki pomidorów lub pomidorów z puszki
100 g oliwy z oliwek
150 - 400 g żółtego sera (proporcje zależne od preferencji)
kilka pomidorów do dekoracji
sól
Sos beszamelowy:
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
500 ml mleka
suszone oregano i tymianek
bazylia świeża lub suszona
400 g mielonego mięsa wołowo-wieprzowego
2-4 ząbki czosnku
2 cebule
500 g dojrzałych, obranych ze skórki pomidorów lub pomidorów z puszki
100 g oliwy z oliwek
150 - 400 g żółtego sera (proporcje zależne od preferencji)
kilka pomidorów do dekoracji
sól
Sos beszamelowy:
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
500 ml mleka
suszone oregano i tymianek
bazylia świeża lub suszona
Przygotowanie:
Cebulę kroimy w kostkę, czosnek drobno siekamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę, przesmażamy cebulę, a następnie mięso z czosnkiem mieszając przez ok 10 - 15 min. Dodajemy pomidory. Doprawiamy solą, oregano, tymiankiem, bazylią.Przygotowujemy sos beszamelowy:
Rozpuszczamy masło, dodajemy 2 łyżki mąki, dolewamy zimne mleko i gotujemy na małym ogniu ok. 5 min aż do zgęstnienia, stale mieszając. Doprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem. Płaty lasagni układamy w brytfance lub naczyniu żaroodpornym posmarowanym oliwą, na makaron kładziemy trochę sera, potem sos bolognese, sos beszamelowy, ser, ponownie układamy płaty makaronu itd. do wyczerpania składników. Ostatnią warstwę makaronu przykrywamy sosem beszamelowym i posypujemy obficie tartym serem. Lasagne wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180-200ºC, pieczemy ok 40 minut.
Przepis na lasagne, z którego m.in. słynie kuchnia włoska, jest dość czasochłonny, ale wart zachodu.
PS. Warto zostawić lasagne przed pieczeniem do odstania na 30 minut. Makaron przejdzie sosami i będzie bardziej miękki.
Pierwszy raz w życiu robiłam sos beszamelowy i muszę powiedzieć że było to dla mnie traumatyczne przeżycie. Rada: przeczytajcie dokładnie przepis! Ja tego nie zrobiłam i pierwsza porcja wylądowała w ubikacji. Z kolejnej prawie przypaliłam masło wrzucając je do zbyt gorącego garnka, udało się je uratować, nie obyło się jednak bez zadymionej kuchni, smrodu, przekleństw i dramatycznego "teraz wszyscy umrzemy na raka od akroleiny". Sos zgęstniał jak należy i okazał się najlepszym co do tej pory jadłam. Ten maślany smak jest nie do opisania. Nie żałujcie do niego soli, to właśnie ona wydobywa właściwy smak.
Idę wstawić swoje dzieło do piekarnika ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz